aktualności
Szkolenie doskonalące dla uczniów- pilotów szybowcowych
W dniach 28 i 29 stycznia 2012 r.o godz.10.00 na lotnisku w Jeleniej Górze odbędzie się szkolenie doskonalące dla uczniów- pilotów szybowcowych.
| 2012-01-24 05:55:15 | Wiktoria Dwojak |
Szkolenie teoretyczne- pierwszy krok aby być w naszych szeregach :)
Aeroklub Jeleniogórski organizuje szkolenie teoretyczne do licencji pilota szybowcowego PL(G) oraz licencji pilota samolotowego PPL(A).
Spotkanie organizacyjne kandydatów na szkolenie odbędzie się w dniu 03.02.2012 (piątek) o godz. 17:00 w sali wykładowej Aeroklubu Jeleniogórskiego przy ul. Łomnickiej w Jeleniej Górze.
SZCZEGÓŁY POD LINKIEM
| 2012-01-15 09:00:34 | Wiktoria Dwojak |
Zebranie Sekcji Szybowcowej
21 stycznia o godzinie 14:00 na sali wykładowej w Aeroklubie Jeleniogórskim rozpocznie się zebranie Sekcji Szybowcowej.
| 2012-01-15 08:44:31 | Wiktoria Dwojak |
Relacja ze spotkania świąteczno- noworocznego Aeroklubu Jeleniogórskiego
W minioną środę odbyliśmy spotkanie świąteczno- noworoczne. Oprócz życzeń i ciepłych słów przy łamaniu się opłatkiem, wspomnieliśmy mijający sezon.
Na spotkaniu, prócz aktywnych członków Aeroklubu Jeleniogórskiego, gościliśmy grupę Seniorów oraz pracowników Zakładów Szybowcowych w Jeżowie.
Przy okazji odbyła się dekoracja Zwycięzcy Klubowych Zawodów Szybowcowych na Celność Lądowania.
Były także specjalne nagrody dla specjalnych gości :)
Młodzież odwdzięczyła się pracownikom Aeroklubu oraz Przewodniczącemu Sekcji Szybowcowej skromnymi świątecznymi upominkami.
Po pysznych wigilijnych potrawach i niekończącym się rozprawianiu o lotnictwie :) rozpoczęła się mniej oficjalna cześć imprezy. Mianowicie upragnione, wyczekiwane i lubiane przez nas tańce :)
A wiecej zdjec w galerii :)
Na spotkaniu, prócz aktywnych członków Aeroklubu Jeleniogórskiego, gościliśmy grupę Seniorów oraz pracowników Zakładów Szybowcowych w Jeżowie.
Przy okazji odbyła się dekoracja Zwycięzcy Klubowych Zawodów Szybowcowych na Celność Lądowania.
Były także specjalne nagrody dla specjalnych gości :)
Młodzież odwdzięczyła się pracownikom Aeroklubu oraz Przewodniczącemu Sekcji Szybowcowej skromnymi świątecznymi upominkami.
Po pysznych wigilijnych potrawach i niekończącym się rozprawianiu o lotnictwie :) rozpoczęła się mniej oficjalna cześć imprezy. Mianowicie upragnione, wyczekiwane i lubiane przez nas tańce :)
A wiecej zdjec w galerii :)
| 2011-12-30 09:49:32 | Wiktoria Dwojak |
Życzenia
Dla pracowników, pilotów, członków i sympatyków Aeroklubu Jeleniogórskiego składamy najserdeczniejsze życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Aby spędzone w rodzinnej atmosferze wypełnione były radością, spokojem, miłością i aby nadchodzący Nowy Rok 2012 przyniósł same szczęśliwe chwile przeplatane optymizmem, radością, spełnieniem marzeń oraz lotniczymi sukcesami.
Sekcja Szybowcowa Aeroklubu Jeleniogórskiego
Sekcja Szybowcowa Aeroklubu Jeleniogórskiego
| 2011-12-24 08:48:38 | Wiktoria Dwojak |
Zaproszenie na spotkanie wigilijne

Tradycją stało się już, że co roku spotykamy się w Naszym lotniczym gronie składając sobie wzajemnie życzenie świąteczno- noworoczne z lotniczym akcentem.
Także w tym roku czynić to będziemy!
Serdecznie zapraszam na spotkanie świąteczno- noworoczne Aeroklubu Jeleniogórskiego, które rozpocznie się 28 grudnia o godzinie 17:00 w Restauracji LOT w Jeżowie Sudeckim.
Oprócz wigilijnych tradycji składania sobie życzeń i kolędowania, obchodzić będziemy radośnie i tanecznie Nowy Rok!
Zapisy do 23 grudnia; koszt imprezy: 20zł/ osoby.
| 2011-12-09 10:24:37 | Wiktoria Dwojak |
DWA RAZY PO DIAMENT, czyli relacja Marcina Musiała z diamentowej fali 2 grudnia
Już na kilka dni wcześniej sprawdzaliśmy mapy pogodowe i w piątek byliśmy na lotnisku już o 7 30. Przywitał nas przepiękny świt i ostra krawędź soczewki, która wyłaniała się z mroku, oświetlona wschodzącym słońcem.
Nie tracąc ani minuty wraz z Tomkiem Chodyrą, Wojtkiem Krupą i Jackiem Musiałem zaczęliśmy wyciągać szybowce i holówkę. W międzyczasie przyjechali Czesi z własnymi szybowcami, jak również Przyjaciele z Wrocławia i Lubina, którzy pomogli nam przygotować i sprzęt. Postanowiliśmy wyciągnąć drugą holówkę, żeby jak najszybciej "strzelić się w niebo".
Po błyskawicznej akcji w PIT STOP gdzie zatankowaliśmy tlen szybowce powędrowały na start. W czasie przygotowywania sprzętu do lotu soczewka zaczęła się rozpadać, a Śnieżka podawała coraz mniej zadowalające informacje 8m/s i kierunek zachodni. Optymizm jednak nie malał i około 9:30 wystartował czeski Ventus. On także nie miał pomyślnych wieści. Jednak prognozy odczytane z pewnego Iphone`a obiecywały poprawę po godzinie 11. Postanowiliśmy spożytkować ten czas na drugie śniadanie i bombardowanie Śnieżki telefonami. Przygotowałem sobie drugi barograf w razie gdyby jeden nie zapisał. W tym czasie poleciał Sławek Panasiuk, który meldował początkowo kiepskie warunki jednak z każdym kolejnym raportem warunki się poprawiały. 3m/s w gorę i 2000m. usłyszeliśmy przez radio i pojęliśmy decyzję do maszyn.
Każdy jeszcze raz sprawdził rejestratory. Starty odbywały się płynnie zgodnie z kolejnością ustawienia szybowców. Przyszła kolej na mnie. powietrze odkręcone, radio działa, barografy za plecami tykają, PDA działa, zapiąłem mocno pasy i czekałem na holówkę. upragniony start. Warunki na holu wymagające, duża turbulencja, ostre słońce ogólnie ciepło w kabinie. Co jakiś czas chrobot przesuwających się, pod wpływem uskoków, rzeczy w bagażniku. Po wyczepieniu walka z pół meterku do 1m/s do wysokości około 1700m. Później poprawa warunków wraz z wysokością noszenia średnio 2-3m/s. Silny wiatr ok 80-100km/h z dużą odchyłką zachodnią powodował, że momentami wskazania GPS wskazywały cofanie się względem ziemi. Tak więc nie trzeba było nawet specjalnie latać po okolicy i esować wystarczyło ustawić się pod wiatr i przemieszczanie szybowca regulować prędkością. Ziemia co chwilę pytała potencjalnych diamentowców i warunki i położenie. Wszyscy pieli się w górę mniej więcej z jednakową prędkością. Na wysokości około 3200m zauroczony pięknymi okolicznościami przyrody dałem się wypluć ze strefy noszeń, ale udało mi się wrócić. Po przekroczeniu 4000 m n.p.m. założyłem maskę i odkręciłem zawór tlenu pierwszy wdech, ach jaki smaczny tlen. Wariometr cały czas pokazywał ok 3m/s i tak do wysokości 6400m. Gdy tylko osiągnąłem wysokość gwarantującą zaliczenie przewyższenia zameldowałem przez radio i dostałem rozkaz lądowania ponieważ na ziemi czekali zniecierpliwieni inni piloci, który także chcieli zrobić diament. Taka procedura odbywała się w przypadku każdego kto poleciał juniorem w pierwszej kolejce. Obrałem więc kierunek na EPJG i jak najszybciej wylądowałem. Lądowanie znad triangula można opisać lotniczym określeniem "kibel". Na ziemi od razu wyskoczyłem z szybowca i złapałem barografy... Okazało, się że żaden nie zapisał tzn jeden zapisał ale tylko do a potem od wysokości ok. 5000m, a drugi na skutek turbulencji podczas holu wyłączył się.
Przykrość, smutek, złość to tylko kilka z emocji jakie mnie przeszyły w tym momencie. Szybowiec musiałem oddać następnemu w kolejce, który chciał zawalczyć o diament. Kolejne lądujące szybowce były szybko zabierane na PIT STOP i dotankowywane tlenem. Prędkość obsługi godna F1, około 5min na tankowanie szybowca i znów w niebo. Szczęśliwie okazało się, że chwilę po mnie wylądował Tomek Chodyra i nie było już nikogo chętnego na lot. Radość! Mogłem polecieć jeszcze raz. Przygotowałem barografy znów 2, ale owinięte szmatkami i sprawdzone, że działają i rysują. Podziękowania dla pana Zbyszka Urbanowicza za błyskawiczne tankowanie tlenu.
A także Tacie czyli Jackowi Musiałowi i pani Eli Urbanowicz za sprawne hole bo bez tego raczej nie zdążyłby polecieć prawie nikt w drugiej kolejce. Ja wystartowałem ostatni w około 13:50 warunki zdecydowanie się poprawiły a noszenia wzrosły nawet do 5m/s. Dzięki temu i oczywiście sprawnej obsłudze i organizacji udało się zdobyć diament drugi raz, tym razem już oficjalnie.
Po wylądowaniu na kilkanaście minut przed zachodem podjęliśmy szybką akcję zahangarowania sprzętu. W porcie na spokojnie doliczyliśmy się 8 diamentów. Gratulacjom podziękowaniom i szczęściu nie było końca...
Nie tracąc ani minuty wraz z Tomkiem Chodyrą, Wojtkiem Krupą i Jackiem Musiałem zaczęliśmy wyciągać szybowce i holówkę. W międzyczasie przyjechali Czesi z własnymi szybowcami, jak również Przyjaciele z Wrocławia i Lubina, którzy pomogli nam przygotować i sprzęt. Postanowiliśmy wyciągnąć drugą holówkę, żeby jak najszybciej "strzelić się w niebo".
Po błyskawicznej akcji w PIT STOP gdzie zatankowaliśmy tlen szybowce powędrowały na start. W czasie przygotowywania sprzętu do lotu soczewka zaczęła się rozpadać, a Śnieżka podawała coraz mniej zadowalające informacje 8m/s i kierunek zachodni. Optymizm jednak nie malał i około 9:30 wystartował czeski Ventus. On także nie miał pomyślnych wieści. Jednak prognozy odczytane z pewnego Iphone`a obiecywały poprawę po godzinie 11. Postanowiliśmy spożytkować ten czas na drugie śniadanie i bombardowanie Śnieżki telefonami. Przygotowałem sobie drugi barograf w razie gdyby jeden nie zapisał. W tym czasie poleciał Sławek Panasiuk, który meldował początkowo kiepskie warunki jednak z każdym kolejnym raportem warunki się poprawiały. 3m/s w gorę i 2000m. usłyszeliśmy przez radio i pojęliśmy decyzję do maszyn.
Każdy jeszcze raz sprawdził rejestratory. Starty odbywały się płynnie zgodnie z kolejnością ustawienia szybowców. Przyszła kolej na mnie. powietrze odkręcone, radio działa, barografy za plecami tykają, PDA działa, zapiąłem mocno pasy i czekałem na holówkę. upragniony start. Warunki na holu wymagające, duża turbulencja, ostre słońce ogólnie ciepło w kabinie. Co jakiś czas chrobot przesuwających się, pod wpływem uskoków, rzeczy w bagażniku. Po wyczepieniu walka z pół meterku do 1m/s do wysokości około 1700m. Później poprawa warunków wraz z wysokością noszenia średnio 2-3m/s. Silny wiatr ok 80-100km/h z dużą odchyłką zachodnią powodował, że momentami wskazania GPS wskazywały cofanie się względem ziemi. Tak więc nie trzeba było nawet specjalnie latać po okolicy i esować wystarczyło ustawić się pod wiatr i przemieszczanie szybowca regulować prędkością. Ziemia co chwilę pytała potencjalnych diamentowców i warunki i położenie. Wszyscy pieli się w górę mniej więcej z jednakową prędkością. Na wysokości około 3200m zauroczony pięknymi okolicznościami przyrody dałem się wypluć ze strefy noszeń, ale udało mi się wrócić. Po przekroczeniu 4000 m n.p.m. założyłem maskę i odkręciłem zawór tlenu pierwszy wdech, ach jaki smaczny tlen. Wariometr cały czas pokazywał ok 3m/s i tak do wysokości 6400m. Gdy tylko osiągnąłem wysokość gwarantującą zaliczenie przewyższenia zameldowałem przez radio i dostałem rozkaz lądowania ponieważ na ziemi czekali zniecierpliwieni inni piloci, który także chcieli zrobić diament. Taka procedura odbywała się w przypadku każdego kto poleciał juniorem w pierwszej kolejce. Obrałem więc kierunek na EPJG i jak najszybciej wylądowałem. Lądowanie znad triangula można opisać lotniczym określeniem "kibel". Na ziemi od razu wyskoczyłem z szybowca i złapałem barografy... Okazało, się że żaden nie zapisał tzn jeden zapisał ale tylko do a potem od wysokości ok. 5000m, a drugi na skutek turbulencji podczas holu wyłączył się.
Przykrość, smutek, złość to tylko kilka z emocji jakie mnie przeszyły w tym momencie. Szybowiec musiałem oddać następnemu w kolejce, który chciał zawalczyć o diament. Kolejne lądujące szybowce były szybko zabierane na PIT STOP i dotankowywane tlenem. Prędkość obsługi godna F1, około 5min na tankowanie szybowca i znów w niebo. Szczęśliwie okazało się, że chwilę po mnie wylądował Tomek Chodyra i nie było już nikogo chętnego na lot. Radość! Mogłem polecieć jeszcze raz. Przygotowałem barografy znów 2, ale owinięte szmatkami i sprawdzone, że działają i rysują. Podziękowania dla pana Zbyszka Urbanowicza za błyskawiczne tankowanie tlenu.
A także Tacie czyli Jackowi Musiałowi i pani Eli Urbanowicz za sprawne hole bo bez tego raczej nie zdążyłby polecieć prawie nikt w drugiej kolejce. Ja wystartowałem ostatni w około 13:50 warunki zdecydowanie się poprawiły a noszenia wzrosły nawet do 5m/s. Dzięki temu i oczywiście sprawnej obsłudze i organizacji udało się zdobyć diament drugi raz, tym razem już oficjalnie.
Po wylądowaniu na kilkanaście minut przed zachodem podjęliśmy szybką akcję zahangarowania sprzętu. W porcie na spokojnie doliczyliśmy się 8 diamentów. Gratulacjom podziękowaniom i szczęściu nie było końca...
| 2011-12-09 10:13:26 | Wiktoria Dwojak |
Seminarium falowe
Serdecznie zapraszamy Wszystkich pilotów szybowcowych, chcących uzyskać kwalifikacje do wykonywania lotów wysokościowych na fali karkonoskiej na Seminarium Falowe, które odbędzie się w dniach 11. listopada (od godz. 11.00), 12. listopada i 13. listopada (od godz. 9.00).
W programie seminarium:
1. Wykłady teoretyczne.
2. Szkolenie praktyczne.
Koszt szkolenia teoretycznego za darmo !!!
Koszt szkolenia praktycznego, zgodnie z obowiązującym cennikiem Aeroklubu Jeleniogórskiego.
*Szkolenie praktyczne będzie odbywało się zgodnie z Programem Szkolenia Szybowcowego AP.
| 2011-11-08 10:14:24 | Wiktoria Dwojak |
Jesienny Obóz KSS Podhořany, czyli kluzáki do paki i dajcie nam svah ;) Relacja Natalii Jerkiewicz
Podhořany u Ronova. Mała, cicha wioseczka, jakieś 80 km na wschód od Pragi i 20 na płd- zachód od Pardubic. Co nas akurat TAM ściągnęło? Odpowiedź możecie znaleźć chociażby na maps.google.com. Wpiszcie i spójrzcie. Czy widzicie tam taką długą „krechę” ciągnącą się z NW na SE ? To jest właśnie to. Piękne, 20-kilometrowe „Železne Hory”, o wyniesieniu 200-300 m. Nie jest to może jakoś imponująco dużo, ale stromość tego pasma naprawdę robi wrażenie (Wikipedia mówi, że jest to najciekawszy geologicznie obszar Czech, ukształtowany w okresie prekambru aż do czwartorzędu czyli to jedna z najstarszych zmarszczek na Ziemi kształtująca się przez całe jej czteromilardowe życie!) Dobry wiatr zapewnia tam więc długi i regularny żagiel. Taki, że każde lusterko wybije nam permanentny niedolot a my, jakby nigdy nic, beztrosko pofruniemy dalej i daleeej... I nasze LKPN znajduje się dokładnie pośrodku tego zafałdowania.
Przyjechaliśmy 23 września w piątek, wieczorem. Przywitał nas dość niecodzienny klimat, jak to ktoś trafił, „wczesnego Gierka” :) Niezwykle uchowany port, nietknięty zębem czasu i renowacją. Pełno starych plakatów, książek, wycinków i przepyszny zapach wiekowej tapicerki. I do tego latająca pod sufitem krowa! (mogę to skomentować tylko tak: zobaczycie a uwierzycie ;). Od razu poczuliśmy się jak w... czeskim filmie :) (jeśli spojrzycie jeszcze w galerii na kartkę noworoczną z 1999 r. od Aeroklubu Pardubice, chyba nie będziecie mieli więcej pytań) I bynajmniej nie mówię tego z żadnym sarkazmem! Wręcz na odwrót... Ale wiem, nie o naziemne sprawy nam, i Wam, tu przecież chodzi.
Przejdźmy zatem do spraw bardziej „górnolotnych” :)
W sobotę rano zabieramy się do rzeczy. Jest Puchacz 93, Promyk 83, Jantar JM. Pobudka o 8:00, kwadrans po pod hangarem, „syntetyzacja sprzętu” i o 10:00 gotowi do boju. Ciepło i słonecznie, ale... bardziej termicznie niż wietrznie. A chyba miało być na odwrót. Nie zniechęcamy się. Łapiemy wszystko co jest, byle do góry! Jak nie żagiel, to przynajmniej obadanie terenu i warunków lądowania (a są dość ciekawe, bo po czwartym zakręcie ma się QFE rzędu 150 m, podczas gdy wysokość rzeczywista daje jeszcze drugie tyle). Chwilami wyraźniej podwiewało, ale trochę nie z tej strony i wciąż za słabo. Ale każdy poleciał i każdy się cieszy.
Kolejny dzień był również termiczny, wiatr majtał się to tu to tam, więc w przypływie szczęścia można było delikatnie podryfować po zboczu, ale głównym punktem zaczepienia była jednak konwekcja. Jeszcze przed południem starsi wyjadacze tematu przeszkolili żółtodziobów pod kątem procedur, bezpieczeństwa i efektywności wykorzystania prądów zboczowych. Czy w bliższej czy w dalszej przyszłości, na pewno nam się przyda.
W zasadzie przez cały obóz sytuacja pogodowa była podobna. Wielki na niemal całą Europę, piękny, wrześniowy wyż dawał nam pogodę, jakiej brakowało przez całe wakacje. Wiało jednak bardziej od północnego zachodu (jeśli w ogóle), a naszym marzeniem był wiatr z SE, przynajmniej 6 m/s, co zdarzało się, owszem, kilkakrotnie, ale nie na tyle długo, aby można było puścić się bezpiecznie na zbocze.
Wobec tego korzystaliśmy z łaski pogody latając na chmurnej lub bezchmurnej termice. Pracowała od 11/12-tej do ok. 16-tej. W drugiej połowie obozu coraz bardziej dokuczała nam „blacha” i utrzymanie się w powietrzu było coraz trudniejsze a loty coraz krótsze. Ale była za to masa innych atrakcji! Na przykład B52 Stratofortress i spółka F16 i Mirage w ilości bodaj 6, pilotowane przez armię amerykańską, które prześmignęły nam któregoś dnia po południowej stronie, nie więcej niż 1000 m nad terenem, ojj było na co popatrzeć! Niektórzy podziwiali z góry, odsunięci jedynie na północ, bo spokojni i wyluzowani Czesi nie robili z tego większego problemu i nikt nie musiał lądować.
Kolejną, niecodzienną dla nas atrakcją, był czynnie latający, pięknie uchowany Blanik L-13 (podobnie jak Czechów przyciągał nasz Puchacz). Słusznych rozmiarów konstrukcja (mniej więcej „Bocianich”), nie dość że cała z metalu, to jeszcze prawdziwe, junkersowe klapy! Nie mogliśmy przepuścić takiej okazji. Tomek Szyszko, Krzysiu Szmit i ja, z wielkim zapałem dosiedliśmy srebrnego rumaka i polecieliśmy po 4 razy. To były nasze chyba najbardziej ekscytujące loty. Sam pilotaż można również porównać z Bocianem, choć siły na drążku są nieco większe. Klapy wymagają siły porównywalnej z hamulcami w rozpędzonym Piracie ;), warto przyłożyć większy wektor. No i polecieć też było warto! Nawet jeśli nie przyjdzie nam ujeżdżać go w przyszłości, było to bardzo przydatne i fascynujące wręcz przeżycie.
Poza tym już same hole wprowadzały nam nową jakość, bo niecodziennie (przynajmniej u nas) jest się ciąganym przez Zlina :) Nie zapominając o topografii otoczenia i samego pasa, który w połowie swej długości uginał się w dół, by następnie swoim końcem zetknąć się wprost ze skarpą. Jednym słowem – efektowny skok w przepaść.
A wracając jeszcze na ziemię, polecam ruiny zamku Lichnice, położone na grzbiecie Železnych Hor, jakieś 7 km od lotniska (wieś Podhradí). Zaintrygowały nas z góry, więc zbadaliśmy od dołu. Jest na co popatrzeć i po czym połazić (choć w podziemnych piwnicach było dokładnie na odwrót) a panoramka przyozdobiona zachodzącym słońcem przykuła nasze oczy i myśli na dobre pół godziny. Nie darowałabym sobie nie wspominając jeszcze choć słowem o knedlikach (szczególnie tych bramborovych), svíčkovej na smetaně, česnekovej polévce se sýrem i innych rajskich potravinach, które naczelny smakosz Marek J. co i rusz nam podpowiadał, bo przy niektórych też na swój sposób
odlatywałam... :)
Reasumując: cały obóz trwał 9 dni, łącznie przewinęło się ok. 15 osób, głównie z Aeroklubu Jeleniogórskiego, ale także z Lubina, Leszna i Rybnika. Niektórzy byli od początku do końca, inni pojawiali się w trakcie. Byli piloci i uczniowie, rozstrzał nalotowo-wiekowy bardzo szeroki, bo i takie było założenie. Każdy polatał po kilka godzin, troszkę na podmuchach svahu, więcej na termice, ale doświadczenie nowego lotniska, terenu i szeroko pojętej kultury lotniczej, szczególnie
dla młodych pilotów, jest rzeczywiście bezcenne.
Warto też nadmienić, że w Aeroklubie Podhořany nie ma ani jednego pracownika na etacie. Czy sprawia to jakiś problem? Wręcz przeciwnie! Chęć i energia wesołych Czechów wystarczają, by Aeroklub funkcjonował w sposób organizacyjnie wart naśladowania, nie wspominając o fantastycznej atmosferze nakręcającej do współpracy i działania.
No i cóż... Wszyscy przyjechaliśmy z nadzieją. I wyjechaliśmy... również z nadzieją :) Na przyszłe pomyślne wiatry i rychły powrót, co by pohulać po wielkim grzbiecie, po potencjał ma niewiarygodny. Dla niedowiarków:
ta daaa!
Co prawda, JESZCZE nie w naszym wykonaniu, ale to tylko kwestia czasu, nieprawdaż? Polecamy to dobrze sprawdzić, i sobie i Wam! :)
A ja, w imieniu wszystkich młodszych stażem pilotów, najserdeczniej dziękuję Karkonoskiemu Stowarzyszeniu Szybowcowemu za pomysł i zorganizowanie takiego wyjazdu. Dla Was to jest miła odskocznia, jedna z wielu, dla nas – raczkującej lotniczo młodzieży, bardzo ważne i wiele wnoszące doświadczenie. Nie jest to ani pierwsza ani z całą pewnością nie ostatnia Wasza inicjatywa w kierunku młodych szybowników, mam więc nadzieję, że ku wspólnemu spełnieniu i zadowoleniu, będziemy jeszcze nieraz rozwijać skrzydełka (tudzież żagle ;) w różnych ciekawych miejscach, a na pewno jeszcze w Podhorzanach!
Przyjechaliśmy 23 września w piątek, wieczorem. Przywitał nas dość niecodzienny klimat, jak to ktoś trafił, „wczesnego Gierka” :) Niezwykle uchowany port, nietknięty zębem czasu i renowacją. Pełno starych plakatów, książek, wycinków i przepyszny zapach wiekowej tapicerki. I do tego latająca pod sufitem krowa! (mogę to skomentować tylko tak: zobaczycie a uwierzycie ;). Od razu poczuliśmy się jak w... czeskim filmie :) (jeśli spojrzycie jeszcze w galerii na kartkę noworoczną z 1999 r. od Aeroklubu Pardubice, chyba nie będziecie mieli więcej pytań) I bynajmniej nie mówię tego z żadnym sarkazmem! Wręcz na odwrót... Ale wiem, nie o naziemne sprawy nam, i Wam, tu przecież chodzi.
Przejdźmy zatem do spraw bardziej „górnolotnych” :)
W sobotę rano zabieramy się do rzeczy. Jest Puchacz 93, Promyk 83, Jantar JM. Pobudka o 8:00, kwadrans po pod hangarem, „syntetyzacja sprzętu” i o 10:00 gotowi do boju. Ciepło i słonecznie, ale... bardziej termicznie niż wietrznie. A chyba miało być na odwrót. Nie zniechęcamy się. Łapiemy wszystko co jest, byle do góry! Jak nie żagiel, to przynajmniej obadanie terenu i warunków lądowania (a są dość ciekawe, bo po czwartym zakręcie ma się QFE rzędu 150 m, podczas gdy wysokość rzeczywista daje jeszcze drugie tyle). Chwilami wyraźniej podwiewało, ale trochę nie z tej strony i wciąż za słabo. Ale każdy poleciał i każdy się cieszy.
Kolejny dzień był również termiczny, wiatr majtał się to tu to tam, więc w przypływie szczęścia można było delikatnie podryfować po zboczu, ale głównym punktem zaczepienia była jednak konwekcja. Jeszcze przed południem starsi wyjadacze tematu przeszkolili żółtodziobów pod kątem procedur, bezpieczeństwa i efektywności wykorzystania prądów zboczowych. Czy w bliższej czy w dalszej przyszłości, na pewno nam się przyda.
W zasadzie przez cały obóz sytuacja pogodowa była podobna. Wielki na niemal całą Europę, piękny, wrześniowy wyż dawał nam pogodę, jakiej brakowało przez całe wakacje. Wiało jednak bardziej od północnego zachodu (jeśli w ogóle), a naszym marzeniem był wiatr z SE, przynajmniej 6 m/s, co zdarzało się, owszem, kilkakrotnie, ale nie na tyle długo, aby można było puścić się bezpiecznie na zbocze.
Wobec tego korzystaliśmy z łaski pogody latając na chmurnej lub bezchmurnej termice. Pracowała od 11/12-tej do ok. 16-tej. W drugiej połowie obozu coraz bardziej dokuczała nam „blacha” i utrzymanie się w powietrzu było coraz trudniejsze a loty coraz krótsze. Ale była za to masa innych atrakcji! Na przykład B52 Stratofortress i spółka F16 i Mirage w ilości bodaj 6, pilotowane przez armię amerykańską, które prześmignęły nam któregoś dnia po południowej stronie, nie więcej niż 1000 m nad terenem, ojj było na co popatrzeć! Niektórzy podziwiali z góry, odsunięci jedynie na północ, bo spokojni i wyluzowani Czesi nie robili z tego większego problemu i nikt nie musiał lądować.
Kolejną, niecodzienną dla nas atrakcją, był czynnie latający, pięknie uchowany Blanik L-13 (podobnie jak Czechów przyciągał nasz Puchacz). Słusznych rozmiarów konstrukcja (mniej więcej „Bocianich”), nie dość że cała z metalu, to jeszcze prawdziwe, junkersowe klapy! Nie mogliśmy przepuścić takiej okazji. Tomek Szyszko, Krzysiu Szmit i ja, z wielkim zapałem dosiedliśmy srebrnego rumaka i polecieliśmy po 4 razy. To były nasze chyba najbardziej ekscytujące loty. Sam pilotaż można również porównać z Bocianem, choć siły na drążku są nieco większe. Klapy wymagają siły porównywalnej z hamulcami w rozpędzonym Piracie ;), warto przyłożyć większy wektor. No i polecieć też było warto! Nawet jeśli nie przyjdzie nam ujeżdżać go w przyszłości, było to bardzo przydatne i fascynujące wręcz przeżycie.
Poza tym już same hole wprowadzały nam nową jakość, bo niecodziennie (przynajmniej u nas) jest się ciąganym przez Zlina :) Nie zapominając o topografii otoczenia i samego pasa, który w połowie swej długości uginał się w dół, by następnie swoim końcem zetknąć się wprost ze skarpą. Jednym słowem – efektowny skok w przepaść.
A wracając jeszcze na ziemię, polecam ruiny zamku Lichnice, położone na grzbiecie Železnych Hor, jakieś 7 km od lotniska (wieś Podhradí). Zaintrygowały nas z góry, więc zbadaliśmy od dołu. Jest na co popatrzeć i po czym połazić (choć w podziemnych piwnicach było dokładnie na odwrót) a panoramka przyozdobiona zachodzącym słońcem przykuła nasze oczy i myśli na dobre pół godziny. Nie darowałabym sobie nie wspominając jeszcze choć słowem o knedlikach (szczególnie tych bramborovych), svíčkovej na smetaně, česnekovej polévce se sýrem i innych rajskich potravinach, które naczelny smakosz Marek J. co i rusz nam podpowiadał, bo przy niektórych też na swój sposób
odlatywałam... :)
Reasumując: cały obóz trwał 9 dni, łącznie przewinęło się ok. 15 osób, głównie z Aeroklubu Jeleniogórskiego, ale także z Lubina, Leszna i Rybnika. Niektórzy byli od początku do końca, inni pojawiali się w trakcie. Byli piloci i uczniowie, rozstrzał nalotowo-wiekowy bardzo szeroki, bo i takie było założenie. Każdy polatał po kilka godzin, troszkę na podmuchach svahu, więcej na termice, ale doświadczenie nowego lotniska, terenu i szeroko pojętej kultury lotniczej, szczególnie
dla młodych pilotów, jest rzeczywiście bezcenne.
Warto też nadmienić, że w Aeroklubie Podhořany nie ma ani jednego pracownika na etacie. Czy sprawia to jakiś problem? Wręcz przeciwnie! Chęć i energia wesołych Czechów wystarczają, by Aeroklub funkcjonował w sposób organizacyjnie wart naśladowania, nie wspominając o fantastycznej atmosferze nakręcającej do współpracy i działania.
No i cóż... Wszyscy przyjechaliśmy z nadzieją. I wyjechaliśmy... również z nadzieją :) Na przyszłe pomyślne wiatry i rychły powrót, co by pohulać po wielkim grzbiecie, po potencjał ma niewiarygodny. Dla niedowiarków:
ta daaa!
Co prawda, JESZCZE nie w naszym wykonaniu, ale to tylko kwestia czasu, nieprawdaż? Polecamy to dobrze sprawdzić, i sobie i Wam! :)
A ja, w imieniu wszystkich młodszych stażem pilotów, najserdeczniej dziękuję Karkonoskiemu Stowarzyszeniu Szybowcowemu za pomysł i zorganizowanie takiego wyjazdu. Dla Was to jest miła odskocznia, jedna z wielu, dla nas – raczkującej lotniczo młodzieży, bardzo ważne i wiele wnoszące doświadczenie. Nie jest to ani pierwsza ani z całą pewnością nie ostatnia Wasza inicjatywa w kierunku młodych szybowników, mam więc nadzieję, że ku wspólnemu spełnieniu i zadowoleniu, będziemy jeszcze nieraz rozwijać skrzydełka (tudzież żagle ;) w różnych ciekawych miejscach, a na pewno jeszcze w Podhorzanach!
| 2011-11-04 09:56:06 | Wiktoria Dwojak |
Konkurs "Najciekawsza fotka w locie"- ruszyło głosowanie!
Na grupie Aeroklubu Jeleniogórskiego na portalu Facebook można już głosować na fotki biorące udział w konkursie.
Jeżeli nie posiadacie konta na FB, a chcecie zagłosować, możecie wysłać maila na adres konkurs.aj@gmail.com podając autora/ów zdjęcia/zdjęć na które chcecie oddać swój głos.
Głosować mogą, przypominam, członkowie AJ do 20 listopada!
A wszystkie zdjęcia biorące udział w konkursie możecie obejrzeć w galerii!
| 2011-11-02 14:29:25 | Wiktoria Dwojak |
